Gabinet po słabym wdrożeniu lasera uporządkował usługę depilacji od nowa — case study restartu

Gabinet ze stażem miał laser, ale usługa nie pracowała tak, jak miała — pojedyncze zabiegi zamiast pakietów, brak grafiku, brak procedur. Pokazuję, jak wyglądał restart usługi depilacji laserowej od nowa, bez wymiany urządzenia.

W skrócie — co pokazuje ten case

Gabinet kosmetologiczny z Małopolski (klientki głównie z Krakowa, Wieliczki, Myślenic i Wadowic) miał już laser do depilacji LightSheer Desire. Urządzenie stało w gabinecie od kilku miesięcy, ale usługa nie pracowała tak, jak miała: pojedyncze zabiegi zamiast pakietów, rozbity grafik, brak procedur kwalifikacyjnych, niska sprzedaż serii. Właścicielka miała poczucie, że „laser stoi i nie zarabia".

Zamiast wymieniać urządzenie albo dorzucać kolejną technologię, zrobiliśmy restart usługi od nowa — tej samej, na tym samym urządzeniu, z tą samą bazą klientek. Zmieniła się tylko organizacja pracy. Pokazuję, co konkretnie i w jakiej kolejności.

Spis treści

Punkt wyjścia — „laser stoi i nie zarabia"

Gabinet kosmetologiczny ze stażem, dwie kosmetolożki, mocna oferta pielęgnacyjna, dobre opinie lokalne. LightSheer Desire kupiony kilka miesięcy wcześniej, w leasingu. Decyzja zakupowa podjęta w ciemno — na podstawie kalkulacji ROI od dystrybutora i kilku rozmów z klientkami, które „pytały".

Stan, w jakim zastałam usługę:

  • depilacja laserowa wpisana między pielęgnacjami, bez wydzielonych dni laserowych w grafiku
  • klientki kupowały głównie pojedyncze zabiegi, pakiety były rzadkością
  • brak standardowej kwalifikacji — czasem ankieta była, czasem nie
  • brak follow-upu po pierwszym zabiegu — klientka wracała sama albo nie wracała wcale
  • cennik sklejony naprędce, z rabatami startowymi

Wróć do hubu · Kontakt